I wciąż wiedzy szukałem, co była dla wybranych.
Internet to zmora. Sprawił, że więzi emocjonalne między ludźmi zrobiły się, eufimistycznie rzecz nazywając, elastyczne. To, czy jest fajny, czy niefajny, zależy od priorytetów. Patrząc z perspektywy czasu, życie bez niego, a było to stosunkowo niedawno, było trudniejsze. Ale wówczas nie uważalismy, że jest trudne i złe. Każdy orał, jak mógł, więc radziliśmy sobie dzielnie bez komunikatorów, blogów i stron informacyjnych. Gdy ktoś chciał liznąć wiedzy, sięgał do encyklopedii. I nikt nie marudził. A jako że apetyt rośnie w miarę jedzenia, dzisiaj papirusowe źródła wiedzy pokrywają się kurzem lub, bardziej ekstremalnie, pajęczyną. Mamy internet! Na randki umawiamy się przez gg, referaty na ćwiczenia ściągamy gotowe ze stron znalezionych w wyszukiwarce,a o sobie samych wiemy tyle, co napiszą w necie: psychoporady, pop-psychologia,e-psychologia...Jak już w intertnecie piszą, że ze mną coś nie tak...
Jak wyrywać lachony, jak uwodzić dziewczęta, jak dać się uwieść, jak nie dać się wyrwać, jak zwrócić na siebie jego uwagę, jak odwrócić od siebie jej uwagę, jak podrywać, jak nie podrywać, jak się zachować, czego nie robić, czym się kierować, co uznać za przyziemne, którą reką się przywitać, którym profilem się ustawić, który pośladek wypiąć, wyrwać/poczekać, zerwać/zrobić skok w bok, głosować/nie głosować, odchudzać się/przytyć, wysmiać/szanować.
A i to, czy wejdziemy na stronę, zależy niekiedy od tego, jak chwytliwy będzie tytuł linku. Taka widać wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba.
Korzystam więc jak mogę z wirtualnego przybytku, jakim jest blog i serwuję tu swoje myśli po długiej przerwie:)
pieczony-pingwin 2007-03-18 19:48:04
skomentuj (4)
A u nas nuda i bieda, myszy, deszcz i Polska.
Plus coś, co wzbogaca powyższe w kolory i sprawia, że deszcz nie jest zimny.
Gdyż takie widzimy świata koło, jakie tępymi zakreślamy oczy.
I tym sentymentalnym akcentem zakończę rozdział pt: "blogowanie".
Ihaaa.
pieczony-pingwin 2006-10-29 19:00:42
skomentuj (2)
Ja chcę, teraz, już, natychmiast, aaaaa!
"Jeżeli czekać zdołasz, nie czując zmęczenia"...
Cierpliwość to cecha, której mi najbardziej brakuje. Której praktycznie w ogóle nie posiadam. Jestem impulsywna, narwana i chaotyczna. Najbardziej nie lubię czekać. Na cokolwiek - na autobus, w kolejce, na kogoś. Cholerny choleryk.
W taką pogodę najlepiej zanurkować pod kołdrę i się nie wynurzać.
pieczony-pingwin 2006-10-07 16:11:18
skomentuj (2)
Król jest nagi, czyli kto tu jest dla kogo?
O absurdach na wyższych uczelniach wiedzą wszyscy. Na mojej wczoraj działy się dantejskie sceny.
Wszystkim brakuje jedynie wpisu od profesora dr hab. A.
Owy profesor odchodzi i nie będzie już wykładał na mojej uczelni. Na co dzień wykłada w Poznaniu. Zapowiedział że do Wrocławia już nie przyjedzie, bo "jest za stary na takie wojaże" (do tej pory przyjeżdżał co tydzień od kilku lat...)
I jak tu teraz zdobyć wpis? Skonsternowani idziemy do dziekanatu.
Panie urzędujące tam, jak zwykle wykazały się dużą dozą poczucia humoru i dystansu do świata: "Nie macie państwo wpisów?(Niby skąd mielibysmy je mieć...?) Niestety! Profesor już się tu nie pojawi, więc jeśli koniecznie chcecie mieć państwo wpis (Nie, nie chcemy...), musicie POJECHAĆ PO NIEGO DO POZNANIA!
Wow. Wycieczka do Poznania po wpis. Termin oddawania ideksów mija w piątek o godz. 17.00. Dzwonimy do sekretariatu do Poznania i otrzymujemy krzepiącą nowinę, że "owszem, zapraszamy, profesor ma dyżur w piątek od godz. 14 do 16). W międzyczasie, dziś (środa), jutro i piątek przed południem na uczelni są wpisy z innych przedmiotów plus poprawki. Wow.
Idziemy do sekretariatu. A tam ubaw co niemiara:
Sekretarka nr 1: Proszę państwa, nie musicie państwo jechać do Poznania! Wystarczy sprawdzic na planach zajęć, kiedy profesor ma pierwsze zajęcia w październiku i złozyć podanie do rektora o przełużenie sesji do tego dnia.
Sekretarka nr 2:Jak to? Przecież on się zwolnił, już tu nie pracuje!
Sekretarka nr 3:Ja słyszałam że pracuje!
Sekretarka nr 2:A ja słyszałam, że nieee...!
Wkurwieni i gotowi na wszystko idziemy do rektora!
Co na to rektor? "Proszę państwa, nie ma potrzeby JECHAĆ do Poznania. Będziemy WYSYŁAĆ TAM PACZKI (z indeksami)!!!
Jedyny mój komentarz: ahahahahahahaahaha!
Słyszałam o nocnych zapisach na WF, kolokwiach w soboty i niedziele, dziekanatach czynnych 2 godziny dziennie, ale czegoś takie przewidzieć nie dałabym rady.
Taki moment, taka chwila, chronią życie od marazmu
Tylko ja, jako jedyna, nie dostałam dziś orgazmu.
pieczony-pingwin 2006-09-27 14:35:28
skomentuj (5)
SPALAJ SIĘ, czyli rak w promocji, raptem 4.80 a packet.
Płoń, płoń, płoń parlamencie
Spali cię ogień na historii zakręcie
Przewalają się pod dachem posiadania fajek żądze
Stanę się trupem za własne pieniądze.
Płoń, płoń, płoń parlamencie
Spali cię ogień na historii zakręcie
Niech zginą oddane w posiadanie fajek żądze
To wszystko się dzieje też za moje pieniądze.
................................................................................
Rzuciłam palenie.
Kilka dni temu naszła mnie śmiała myśl, żeby porzucić niechlubny zwyczaj na wieki wieków amen i żyć długo i szczęśliwie.
Jeśli chodzi o zalety fajek, widzę tylko jedną - papieros stanowił dla mnie świetny rekwizyt, kiedy mi się nudziło, kiedy nie miałam czym się zająć lub co zrobić z rękami, np. czekając na umówione spotkanie. Pełnił funkcję podobną do tej, którą w języku potocznym pełni słowo "namieniacz" - substytut czarnych dziur w zasobach osobistego słownika oraz brakujących cegieł w twierdzy kreatywności.
Pomijając smutny fakt, że jestem uzależniona, nie potrafiłam wymyślić innej przyczyny sięgania po miotacz smoły. Nie potrafiłam, bo być może mam przepalone aksony w mózgu lub moja kreatywność została wybrakowana...przez fajki.
Nałóg, addiction, adicción, Abhängigkeit, vizio.
Stwierdziłam, że paląc fajki, oprócz ich, spalam się ja. Nałóg jest czymś, co mnie kontroluje, ogranicza moją wolność, niezależność. Zresztą, jak sama nazwa wskazuje, jest to u-za-leż-NIE-NIE. Tak więc z mojej strony NIE NIE dla fajek. To, co mnie żywi, niszczy mnie i mam nadzieję, że będę stara zanim umrę.
pieczony-pingwin 2006-09-24 13:55:37
skomentuj (2)
Brygada Kryzys.
"Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie", powinien grzmieć napis na stronie głównej.
Kto tego nie zrobi, zostanie uraczony przyjacielskim kotletem z psa trzeciej kategorii przemielonego trzykrotnie razem z budą.
Przekonałam się, że ta grupa to od lat ta sama smutna i niesmaczna historia. Trzeba być suwerennym psychicznie i mocno siedzącym w siodle życia graczem, by poskromić ten western.
Fenomen polega na tym, że większość z nich odbija się we wzajemnej "przyjaźni" jak w szkle powiększającym zamienionym w zwierciadło. Przestajesz być człowiekiem, jesteś gwiazdą. Folgują tandecie, rozdają fałszywe uśmiechy i poklepują się po plecach z radosnym przesłaniem "róbta tak dalej".
Jak dla mnie, organizacja, która w moim osobistym słowniku kryje się pod hasłem "Brygada Kryzys" to towarzyskie puste naczynie, pozór bliskich więzi i fikcja przyjaźni, o której wszyscy tak żarliwie się zapewniają, ilekroć śnięta ryba zepsuta od głowy wypływa na powierzchnię. Po czym obierają wspólny - nomen omen - front i z zapałem ją topią. Ufff, już jest okej.
Żółty neon w kształcie piwa, niby-prestiżowa etykietka, trzyliterowy szyld, za którym kryje się nicość. Pseudoelita, hałaśliwa niby-śmietanka. Ludzie, którzy oblepieją cię, wciągają do swojego grona, nazywają przyjacielem i szybko wydalają, gdy nie spełniasz ich standardów towarzyskich. A teraz walnę z grubej rury - to sekta fałszerzy bliskości i emocjonalne disco polo!
Inwalidzi przyjaźni pierwszej kategorii, ludzie z protezami zamiast emocji.
Łączy ich bezradność w budowaniu silnych i wartościowych relacji, więc tworzą pseudofamilijną strukturę obych sobie, ale bezradnych wobec siebie ludzi.
Zawsze mają gęby pełne frazesów ("zjebałeś", "ej no sorry" i inne namieniacze), plecaki pełne piw i...nic więcej do zaoferowania. W swoje wakacyjne/weekendowe sabaty jak szarańcza przedzierają się przez ulubione miejsca schadzek (Górków, IC, Odra) i robią to, co wychodzi im najlepiej - piją piwo.
Wczoraj miałam zaszczyt uczestniczyć w głębokiej rozmowie między - oficjalnie -dwójką przyjaciół:
- Ile piw ostatnio wypiłeś?
- 6, plus Trepanatora, a ty?
- 3
- zjebałeś!
Koniec rozmowy, idę dalej i próbuję dołączyć się do którejś z grupek i wtrącić swoje 3 grosze do toczącej się rozmowy. Byłam w szoku, gdy dostrzegłam, że oni nie rozmawiają na żaden konkretny temat, tylko bełkoczą, żeby uniknąć ciszy.Tzw. small talk. Jedyne "rozmowy z prawdziwego zdarzenia" to były rozmowy o alkoholu. Czułam się jak Heyah, ładowana podwójnie.
Dorabianie gęby zamiast zaglądania w duszę wystawiło Brygdzie Kryzys rachunek, a tacy nonkonformisci jak ja są niezapłaconą fakturą.
pieczony-pingwin 2006-09-22 19:30:33
skomentuj (16)
Dolce far niente.
...Czyli po włosku słodkie nicnierobienie. Doświadczam tego z 100%, ostatni zew wakacji wzniósł mnie w górę efektowniej niż samolot linii Wizzair wiozący mnie do Anglii pod koniec czerwca.
Z doświadczeń bagażem wkraczam więc w nowy rok akademicki (tak, tak, jestem na drugim roku:) i stwierdzam, że nie należy uciekać od błędów popełnianych w wyniku zbyt szybkiego zapłonu, znanego również pod mniej wyrafinowanym terminem: impulsywność. Błędy te pozwalają bowiem cieszyć się i delektować każdą chwilą, która szczęśliwie powstała na skutek tego, że wiemy juz, czego w życiu unikać.
W gruncie rzeczy, dopiero teraz czuję, że mam wakacje. Genialne uczucie, gdy wiesz, że w końcu nic nie musisz. Poprawka zaliczona, praktyki odbębnione, imprezowanie uskutecznione na 300% normy. Robię sobie dokładnie to co chcę, kiedy chcę i tak długo jak chcę i wreczcie mogę przy tym nie myśleć, że za półgodziny koniec, bo muszę się uczyć lub wstać rano do pracy.
Jedne sprawy sie skończyły, inne jeszcze nie zaczęły, a ja lewituję w oparach samozadowolenia. Chwila ta trwa i jest piękna.
pieczony-pingwin 2006-09-17 16:09:31
skomentuj (4)
Layout&picture by Guz!ec